Predator

Utarło się, że gry na podstawie filmów są zawsze kiepskie, no ewentualnie średnie. Zabieg działa także w drugą stronę i to z jeszcze tragiczniejszym skutkiem, kto nie pamięta takich hiciorów jak Street Fighter, Resident Evil, czy Super Mario Brothers (nie wiem jaki jest sens robienia filmu na podstawie gry gdzie główni bohaterowie wskakują do rur i skaczą żółwiom na głowy). Predator ukazał się w 1986 roku i jest jednym z lepszych filmów w swoim gatunku, a jak prezentuje się gra wydana parę lat później? Tragicznie to łagodne określenie. Sterując Arnoldem musimy przebrnąć przez piekło paskudnie wyglądających plansz, kiepskich efektów dźwiękowych, totalnie nie wyważonych przeciwników i co gorsze…mało tu samego Predatora.
Co tu się w ogóle wyrabia? Arnie spotka na swojej drodze, krwiożercze nietoperze, dziki oraz wrogich partyzantów, potrafiących posłać nas do piachu kilkoma strzałami. Główny problem gry to właśnie zasięg rażenia przeciwnika, gdzie żołnierz pruje do nas nim zdążymy go zobaczyć i to na szerokość całego ekranu. Z tego powodu nigdy nie dolazłem nawet do końca pierwszego levelu. Jako, że gra została o dziwo wydana na sporo platform istnieją pewne różnice. Amigowa wersja wygląda najlepiej, jednak gameplay jest fatalny. Predator na Commodore 64 jest ciut lepszy, ale to wciąż niegrywalny crap, podobnie ma się sprawa z wersjami na Amstrada/Spectruma. Zupełnie inna bajka natomiast to Nes, gdzie Predzia zrobili jacyś partacze i gra z filmem ma naprawdę mało wspólnego, no chyba, że ktoś pamięta sceny gdzie Arnie nawala z karabiny laserowego do Predatora, obrzuca granatami skorpiony czy bije pięściami partyzantów. Sterowanie jest beznadziejne, nie możemy atakować piąchami (nasza główna broń w grze) gdy kucniemy, skoki to jakiś żart, jeszcze nigdy w żadnej grze nie wpadałem tyle razy do dziur przez nieudany jump, a o przeciwnikach już wspomniałem. Dodam tylko latające piranie/dziwne ameby i naprawdę zagadkowe „cosie”, twórcy naturalnie nie zapomnieli o Predatorze i wesoły myśliwy występuje w kilku odmianach (różowy Predator rula). W wersji Nesowej zapodano nam jeszcze tzw. Big Mode gdzie postrzelamy do sobie do latających kulek jak i samego łowcy z kosmosu (a nawet jego czterech głów, wiem brzmi to dziwnie); scena wygląda jakby Arnie zapodał kwaśy towar, bądź LSD.
We wszystkich wariantach zbieramy różne bronie, jednak tylko w Nesowej wersji ma to jakiś sens, gdyż spluwy w reszcie pozycji nie różnią się niczym, ale musimy je podnieść, gdyż mają pełne magazynki. Cóż za świetny pomysł. Także w komputerowych adaptacjach nie występuje takie coś jak apteczka czy dodatkowe życia, gra jest przez to bardziej hardkorowa. Starcia z Predatorem to w ogóle żart; należy natychmiast wyrzucić broń gdyż zginiemy na miejscu (nie dotyczy wersji NES).
Autorom Predatora udała się nie lada sztuka: wszystkie gry są prawie, że jednakowo kiepskie i kompletnie niegrywalne (zwłaszcza pozycje wydane na komputery) a ich wykonanie odstaje od ówczesnych standardów (wystarczy zapodać Shadow of the beast z ’89 dla porównania). Polecam rzucić okiem na Predatora amigowego (ze względu na ładny temat muzyczny w intro), oraz Nesowego.






Zepsucie tak dobrego tematu to niezła sztuka