Hero Quest

Hero Quest to komputerowa adaptacja prawdziwej gry planszowej pod tym samym tytułem. Pisząc prawdziwej mam na myśli taką z figurkami, kostkami, kartami oraz mnóstwem zasad. Nigdy nie miałem styczności z tego typu grami ale powiadam wam, że to dużo bardziej skomplikowane niż „chińczyk” ale i dużo ciekawsze. By dalej nie zanudzać zapraszam do obejrzenia filmiku ( link ) autorstwa James’a Rolfe na którym zobaczycie mniej więcej o co w tym wszystkim chodzi. A jak wygląda taka gra gdy przeniesiemy ją na ekrany monitora?
Pierwszy raz miałem styczność z tą grą gdy jeszcze chodziłem do podstawówki i nie potrafiłem skumać o co w tym wszystkim chodzi. Bohaterowie, potwory, ukryte przejścia, szukanie skarbów, walka i obrona – zapowiadało się ciekawie ale mój mózg nastolatka nie potrafił ogarnąć tej całej mechaniki kryjącej się za tajemniczym labiryntem korytarzy i pomieszczeń ukazanych w rzucie izometrycznym. Tą zagadkę udało mi się rozwikłać dopiero niedawno, gdy znów postanowiłem powrócić do Hero Quest i z satysfakcją stwierdzam, że był to jeden z moich ostatnio ulubionych powrotów.
Na pierwszy rzut oka, można by przypuszczać, że Hero Quest jest zwykłą grą RPG ale to mylne stwierdzenie. Ta gra nie ma prawie nic wspólnego z RPG. Hero Quest to gra planszowa i nie możemy o tym zapominać, oparta jest na swoich regułach i zasadach a naszym życiem a raczej życiem naszych bohaterów decydują kostki. Mimo, że tego nie widzimy, prawie każda nasza czynność jest podyktowana wynikiem rzutu kośćmi i to zarówno marsz, atak, obrona, szukanie skarbów czy rozbrajanie pułapki. Wiec zapomnijcie o napakowanym Herosie na 99Lvl przechodzącym wszystkie poziomy z palcem w d…. , W Hero Quest wszystkim kieruje los i naprawdę nawet pod koniec gry możemy zostać załatwieni przez zwykłego goblina. Podnosi to trochę stopień trudności ale dzięki temu gra jest dużo ciekawsza.
Na początku musimy wybrać bohatera którym będziemy kierować ale nic nie stoi na przeszkodzie by na naszą wycieczkę po lochach dobrać mu kompanów. Do wyboru mamy czterech śmiałków: barbarzyńca, krasnolud, elf oraz czarodziej. Dwaj pierwsi to typowe osiłki załatwiające wszystko siłą a dwaj pozostali to raczej cieniasy jeżeli chodzi twardą walkę ale potrafią rzucać zaklęcia. I tutaj na tym etapie zobaczymy pierwszą różnicę między HeroQuest a grą RPG. Mimo, że może nam się wydawać, że jesteśmy drużyną, to tak naprawdę każdy z bohaterów jest indywidualistą. Każdy sam dla siebie robi, to co znajdzie w lochach to jego i z nikim się tym nie podzieli. Nawet nagroda za wykonanie questu należy się tylko temu śmiałkowi któremu jako pierwszy go wykona. Jedynym wsparciem na jaki możemy liczyć między naszymi bohaterami jest rzucenie zaklęcia uzdrawiającego przez czarodzieja na inną osobę. Nie możemy przekazywać między sobą przedmiotów, złota czy użyć potionów leczących na ciężko umierającym kompanie. Planszowa Hero Quest została stworzona tak by gracze rywalizowali między sobą i ta zasada została przeniesiona również na komputerową wersję.
A więc mamy wybranego już naszego bohatera, bohaterów i co dalej? Zaczynamy przygodę a raczej wybieramy „Questa”. Wybór jest dowolny – Hero Quest to nie wielka przygoda fabularna znana z podobnych gier RPG gdzie zaczynamy w punkcie A i kończymy w punkcie B, to raczej zlepek pojedynczych misji które możemy wykonać, naturalną rzeczą jest, że warto zacząć od pierwszej – tzw. szkoleniowej w której poznamy podstawowe zasady i mechanikę gry.
Mechanika gry nie jest wcale aż tak skomplikowana jakby się mogło wydawać na początku, Hero Quest to zwykła dobrze znana wszystkim turówka. Najpierw ruch mają nasi bohaterowie, potem komputer steruje swoją bandą potworów. Podczas ruchu możemy wykonać naszą postacią dwie rzeczy: Pierwsza to ruch ( rzut dwoma kostkami 6 ściennymi ) a więc minimalnie możemy ruszyć się o 2 pola a maksymalnie 12. Druga rzeczą to: atak, szukanie skarbu, pułapek lub ukrytych drzwi. Nie uda nam się wykonać wszystkich tych czynności na raz, musimy dokonać wyboru, jedynie otwieranie drzwi oraz zmiana ekwipunku nic nas nie kosztuje i możemy zrobić to w każdym momencie aktywności naszego bohatera. Gdy staniemy oko w oko z potworem i zdecydujemy się na atak do akcji wkraczają znowu kości. W zależności od klasy bohatera oraz ekwipunku jaki posiada wykonywany jest rzut różną ilością kości. Kośći do ataku i obrony to zwykła 6 ścienna kostka ale w przeciwieństwie do kostki punktowej na tej mamy dwie czaszki, dwie tarcze oraz dwa puste znaki. Jeśli suma czaszek będzie większa od sumy tarcz wyrzuconych przez potwora atak jest skuteczny i potwor ginie. Identycznie jest przy obronie z tą różnicą, że tracimy punkty życia, tyle o ile więcej przeciwnikowi wypadło czaszek. Dopiero po z zerowaniu nam HP nasza postać ginie, gdzie potwór zawsze ginie po jednym udanym naszym ciosie. Rzucanie czarów odbywa się normalnie jak w większości gier – wybieramy czar z listy i rzucamy. Trudność polega na tym, że każdy czar możemy rzucić tylko jeden raz, potem znika on z listy. Więc zmartwię wszystkich którzy będą chcieli przejść poziom samym czarodziejem myśląc, że fireball załatwi całą resztę za nich – praktycznie niemożliwe.
Zadania jakie przed nami stoją nie są jakoś wybitnie skomplikowane i rozwinięte. To są te same questy znane z planszowej wersji, więc przyjdzie nam zabić jakiegoś bossa, odnaleźć artefakt, uciec z lochów czy pozabijać wszystko co żyje. Najbardziej co mnie męczyło podczas grania to ten sam punkt startu i zakończenia przygody. Marsz w jedną stronę z uwagi na pułapki, potwory i skarby jest ciekawy i zajmujący ale powrót tą samą drogą gdzie wszystko już wytłukliśmy i pozbieraliśmy już taki ciekawy nie jest. I od razu powiem, że na końcu gry nie spodziewajcie się jakiegoś cudownego zakończenia. O ile w planszowej wersji możemy liczyć na gratulacje od mistrza gry to tutaj Panowie z Gremlin olali nas ciepłym moczem i nie zobaczymy nawet zwykłego ekranu kończącego.
Grafika w Hero Quest jest dobra bez żadnych efektów czy wodotrysków ale za to ma swój urok i nawet dzisiaj nie odrzuca od monitora. Rzut izometryczny doskonale oddaje klimat klaustrofobicznych korytarzy i pomimo, że przez całą grę będziemy oglądać do znudzenia zawsze ten sam zestaw tekstur to dzięki mapie nie zgubimy się w tym labiryncie. Ale muzyka to już jest bajka a w szczególności w wersji na Amigę. Gdy w większości gierek zakładam słuchawki na uszy i odpalam Winampa w Hero Quest nie wyobrażam sobie grania bez jej muzy i kawałku do złudzenia przypominającego The Stranglers – Golden Brown.





