Golden Axe

Golden Axe początkowo został wydany na automaty z miejsca stając się megahitem. Tematyka gry; wybawienie fantastycznej krainy od dobrego władcy była czymś niecodziennym, także gracze z chęcią rzucili się odcinać głowy, rozpłatywać brzuchy, do tego mieliśmy okazję plądrować wiochy i zabawiać się z ich mieszkankami… Niestety fabuła gry jest nieco inna. Mamy standardową, pokojową krainę rządzoną przez dobrego króla i królową, naturalnie pojawia się zły gringo (jego imię to Death Adder), który obala cały ten porządek, oraz trójkę śmiałków (krasnolud, wojownik i wojowniczka) aby było weselej, każdy z bohaterów stracił kogoś bliskiego w wyniku rządów złego tyrana. Nasza wesoła gromada postanawia obalić Death Adder’a by przywrócić spokój.
Nie wiedzieć czemu, naszą wędrówkę zaczniemy oddaleni od zamku złego, a co za tym idzie, musimy przebyć drogę obsadzoną przez bandę najemników, złych wojowniczek, szkieletów, rycerzy itp. w każdym razie jest co bić, na dodatek Sega zrezygnowała z klasycznych bossów, więc pod koniec każdej planszy mamy do czynienia z silniejszymi przeciwnikami; nie powiem podoba mi się takie rozwiązanie. Każdy z bohaterów różni się wytrzymałością, szybkością oraz umiejętnością posługiwania się magią , i tak ruda wojowniczka posiada najwięcej slotów na czary, jest szybka, niestety najsłabsza, wojownik jest najsilniejszy, a co za tym idzie żaden z niego mag, natomiast krasnolud (dzierżący złoty topór) jest najbardziej wyśrodkowany, ale co tam i tak zawsze wybieram rudzielca; ot taki sentyment.
Ciosów nie jest zbyt wiele. Możemy zwyczajnie posiekać kogoś na plasterki, wykonać zamach posiadanym mieczem/toporem, skakać z orężem czy też przywalić z bara/trepa, a gdy wrogów jest wielu odpalić jakiś czar. Jego siła zależy od ilości zebranych wcześniej niebieskich flakoników, a skąd wziąć ten sprzęcior? Noszą je przy sobie niebieskie karzełki; celnym kopem w ryj zdobywamy należyte nam flaszki (w grze występuje jeszcze zielony karzełek, bliski kumpel niebieskiego, a w jego worku znajdziemy mnóstwo usmażonych nóg kurczaka). Także wersja na przyjaciółkę jest ciut łatwiejsza niż konsolowe odpowiedniki, jednak by nie było, aż tak fajnie grę musimy skończyć na jednym kredycie, co przy odrobinie wprawy jest możliwe. Najpotężniejszym przeciwnikiem wydaje się szkielet oraz (zła) kobieta uzbrojona w topór. W kilku planszach będziemy mogli dosiąść miniaturowe smoki zamieszkujące krainę; jeden z nich zieje ogniem, drugi pluje kulami ognia, a trzeci…trzeci jest natomiast dziwnym (nie smoko) stworem, który wali ogonem.
Czym różni się amigowa wersja? Ucięto tryb Duel i Beginner, czyli rzeczy znane z Segi Genesis, wycięto część detali (rzecz normalna), za to ścieżka dźwiękowa przebija wszystkie inne wydania, co nie powinno być niespodzianką gdyż amisia zawsze królowała pod tym względem. Muzyka w tej wersji jest po prostu numer uno. Czy warto sprawdzić starusienkie Golden Axe? Jak najbardziej tak.







