Franko: The Crazy Revenge

Franko: The Crazy Revenge to jedna z nielicznych polskich bijatyk wydanych na Amigę. O ile się nie mylę drugą taką grą jest Street Hassle a trzecią Prawo Krwi, więc zbyt dużej konkurencji nie miał. Fabuła opowiedziana we Franko nie jest wyszukana (swoją drogą czy któraś bijatyka ma wyszukaną fabułę?). Dwóch młodzieńców, zapewne z wymiany studentów zza granicy (jeden zwie się Alex, drugiego niestety nie znamy) pewnego wieczoru gubią się w metropolii zwanej Szczecinem. W jednej z uliczek napotykają na bandę niezbyt miłych panów pod przewodnictwem największego z nich…Klocka. Ze spotkania wychodzi żywy tylko jeden z nich.
Facet po pięciu latach treningów nazywa siebie Franko Mścicielem i rusza na miasto by pomścić Alexa. Już sam początek gry zaskakuje, gdyż wśród dwóch grywalnych postaci jest także Alex. Jak, po co i dlaczego?! W sumie i tak obaj panowie nie różnią się praktycznie niczym wybór jest raczej kosmetyczny, choć Alex wydaje mi się bardziej kozacki w swojej skórzanej kamizelce na gołej klacie (Franko żywcem jest zerżnięty z Final Fight, tyle że dorobiono mu długie czarne włosy). Mięsko, czyli sama rozgrywka to ciągłe parcie w lewo, bądź prawo i walki z kolejnymi przeciwnikami, których jednorazowo na ekranie może być tylko trzech. Mamy do czynienia z typowymi oprychami znanymi z wczesnych lat ’90 typu skóra i ciemne okulary; są jeszcze sportowy w dresach, fani metalu, punki aż po bardziej groźniejszych panów jak policjanci (a może to milicja?), wojsko czy faceci wyglądający jak …zomo. Ogólnie w następnych etapach przybywa nam panów do zabawy, przez co nam się nie nudzi; tutaj pochwała dla twórców Franko (moim osobistym ulubieńcem jest luzak w czerwonym wdzianku ze szlugiem w gębie).
Franko i Alex jak przystało na facetów z jajami dysponują kilkoma ciekawymi zagrywkami. Mogą więc zwyczajnie dać po ryju, przypie… z kopa, bądź złapać delikwenta za uszy i przylać z kolanka bądź z misia. Przyznam, że twórcy wykazali się twórczą inwencją i oglądanie jak nasi bohaterowie tłuką przeciwników po złapaniu nigdy się nie nudzi; bohaterowie wydają przy tym dziwne odgłosy, przez co jest jeszcze śmieszniej. Nie próżnują też przeciwnicy: większość ma wyuczony kop z półobrotu niczym Van Damme. Jeśli mowa o przeciwnikach to nie można pominąć największego błędu Franko; gdy złapie nas przeciwnik (nie daj gdy jest ich dwóch!) trudno jest się wyrwać co może spowodować nawet utratę życia ; dziwna sprawa, bo w wersji Pc ten błąd raczej nie występuje (tak, Franko ukazał się także na Pc!).
Grafika we Franko nie jest za ciekawa, zresztą czego można się spodziewać po polskiej produkcji. Tła są brzydkie, tak jak i postacie znajdujące się na nich (są wyjątki i część ludków jest fajnie zrobiona). Muzyka jest jest nierówna, część modów jest kiepska, dlatego dodano sample (swoją drogą Franko dziwnym trafem ma też sample z Final Fight) krótkich odzywek, przyznam, że bawią mnie za każdym razem.
Franko: The Crazy Revenge nie jest grą wybitną. Grafika jest poniżej przeciętnej, muzyka może się podobać (zwłaszcza kawałki z intro i outro), a system walki także nieco kuleje. Co więc przyciąga ? Polski klimat połowy lat ’90, no i to nasz rodzimy produkt. Co jeszcze powoduje by zagrać we Franko? Niedawno ukazała się niecenzurowana kur… wersja gry, i tą właśnie wersję zdecydowanie polecam!







