<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>RetroStacja</title>
	<atom:link href="http://www.retrostacja.org/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.retrostacja.org</link>
	<description>Blog o Starych grach</description>
	<lastBuildDate>Tue, 06 Mar 2012 18:46:39 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.1</generator>
		<item>
		<title>Medal of Honor: Underground</title>
		<link>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/medal-of-honor-underground/</link>
		<comments>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/medal-of-honor-underground/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Dec 2011 06:14:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jay</dc:creator>
				<category><![CDATA[PlayStation]]></category>
		<category><![CDATA[DreamWorks Interactive]]></category>
		<category><![CDATA[FPS]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.retrostacja.org/?p=631</guid>
		<description><![CDATA[Rok po wydaniu Medal of Honor, który okazał się sporym sukcesem, pojawiła się druga część; sequel zwiera wszystko to co jedynka, plus oferuje nowe pomysły i rozwiązania, oraz naturalnie więcej zabawy. Druga część &#8222;honoru&#8221; to randez vous z Manon, naszą łączniczką z pierwszej częsci; tym razem Patterson idzie w odstawkę i to Manon będzie siać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<!-- wp-jquery-lightbox, a WordPress plugin by ulfben --> 
<p><a href="http://www.retrostacja.org/wp-content/uploads/2011/12/images.jpeg" rel="lightbox[631]"><img src="http://www.retrostacja.org/wp-content/uploads/2011/12/images.jpeg" alt="" title="Underground" width="200" height="150" class="alignleft size-full wp-image-632" /></a>Rok po wydaniu Medal of Honor, który okazał się sporym sukcesem, pojawiła się druga część; sequel zwiera wszystko to co jedynka, plus oferuje nowe pomysły i rozwiązania, oraz naturalnie więcej zabawy.<br />
<span id="more-631"></span><br />
Druga część &#8222;honoru&#8221; to randez vous z Manon, naszą łączniczką z pierwszej częsci; tym razem Patterson idzie w odstawkę i to Manon będzie siać popłoch w szeregach wrogów. Jako że pochodzi z Francji, jej cele nie będą aż tak epickie jak Pattersona, ot musimy pomóc wyzwolić jedynie naszą ojczyznę (dla przypomnienia Patterson wygrywał całą wojnę), popsuć nieco szyki Afrika Korps czy zdemolować zamek Himmlera. Autorem scenariusza pierwszej części był Steven Spielberg; nie wiem kto odpowiadał za warstwę fabularną tym razem, ale nieco przesadzono wprowadzając zbyt niedorzeczne rzeczy.</p>
<p>Rozgrywka jest identyczna jak w pierwszej części, tyle że mamy nowe bronie; Sten, Panzerfaust, STG44/MP44, kusza; w jednej z plansz pojeździmy motorem, rozbudowano nieco misje ciche, gdzie będziemy udawać niemiecką dziennikarkę robiącą zdjęcia dzielnych niemieckich żołnierzy. Autorzy wycisnęli jeszcze nieco więcej soków z Playstation, choć grafika się nie zmieniła, to na ekranie widać detali niż w jedynce, jest dużooo więcej wrogów (niestety haczy wtedy animacja, i wiemy dokładnie w którym momencie należy się przyszykować do większej rozróby). Szkoda, że wrogowie umierają dokładnie w taki sam sposób; ich sposób walki także niezbyt ewoluował, co prawda nie zmienia się tego co jest dobre, ale jakaś nutka świeżości by się przydała.</p>
<p>W jedynce poziomy były stosunkowo krótkie; tutaj są bardziej rozległe, często tworząc swoisty labirynt, także każda śmierć powoduje zaczęcie levelu od początku co jest irytujące, ale w końcu tak się kiedyś grało kurde! Szczytem frustracji są ostatnie trzy bonuowe poziomy, które miały być zabawane, ale wyszło zupełnie na odwrót, powtarzając je po kilka razy omal nie rzuciłem padem o ziemię, choć pomysł autorzy mieli całkiem dobry.</p>
<p>Wspomniałem nieco o niedorzecznociach jakie zaserwowali nam twórcy gry; podczas zabawy na zamku Himmler&#8217;a natknąłem się na żołnierzy zakutych w zbrojach, którzy szarżowali na mnie dzierżąc miecz i tarczę(!), szczerze mówiąc, dawno takiego nonsensu w żadnej grze video nie widziałem. Inna rzecz to karabin snajperski, którym dysponujemy w ostatnich misjach, gdzie wróg czai się niemal wszędzie, broń ta jest zupełnie nietrafiona, psując nam zabawę, przez będziemy ginąć często. Także przeciwnicy są czasem zbyt celni; nie sądze by żołnierze Vichy, aż tak dobrze walczyli <img src='http://www.retrostacja.org/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Medal of Honor: Underground to bardzo udany sequel, rozwijający pomysły zawarte w jedynce; mamy tu więcej wszyskiego, przez co rozgrywka trwa dłużej niż w pierwszej części, nowe bronie są świetne (MP44 rula), mamy więcej misji gdzie gdzie musimy się przemykać obok strażników, dodano nawet kompanów (często bezużytecznych) w niektórych misjach. Porozwalamy nawet czołgi czy wozy pancerne. Pomijając nieliczne błędy, zabawa w Underground jest naprawdę przednia. </p>
<p><iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/4DAb_VNCQr4" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/medal-of-honor-underground/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>160</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Medal of Honor</title>
		<link>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/medal-of-honor/</link>
		<comments>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/medal-of-honor/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Dec 2011 05:30:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jay</dc:creator>
				<category><![CDATA[PlayStation]]></category>
		<category><![CDATA[DreamWorks Interactive]]></category>
		<category><![CDATA[FPS]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.retrostacja.org/?p=620</guid>
		<description><![CDATA[Medal of Honor to jeden z nielicznych FPS (dobra było ich trochę) powstałych na Playstation (obok Quake 2 i Alien Ressurection, chyba najlepszy). Sukces &#8222;medala&#8221; spowodał powstanie kolejnych części, które zrewolucjonowały rynek FPS, a część jego twórców, która odeszła od macierzystej firmy stworzyła Call of Duty, i odtąd obie serie prześcigały się, która jest lepsza; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<!-- wp-jquery-lightbox, a WordPress plugin by ulfben --> 
<p><a href="http://www.retrostacja.org/wp-content/uploads/2011/12/EPSXE-2011-11-07-04-13-18-07.jpg" rel="lightbox[620]"><img class="alignleft size-full wp-image-621" title="Medal of Honor" src="http://www.retrostacja.org/wp-content/uploads/2011/12/EPSXE-2011-11-07-04-13-18-07.jpg" alt="" width="200" height="150" /></a>Medal of Honor to jeden z nielicznych FPS (dobra było ich trochę) powstałych na Playstation (obok Quake 2 i Alien Ressurection, chyba najlepszy). Sukces &#8222;medala&#8221; spowodał powstanie kolejnych części, które zrewolucjonowały rynek FPS, a część jego twórców, która odeszła od macierzystej firmy stworzyła Call of Duty, i odtąd obie serie prześcigały się, która jest lepsza; nie o tym jednak będzie ten tekst.<br />
<span id="more-620"></span><br />
Tematyka strzelanki to 2 Wojna Światowa, a mianowicie akcje wywiadu i sabotaż. Jeśli ktoś w tym momencie myśli o grach typu Commandos czy innych skradankach, to jest w błędzie, gdyż bohater gry: prawdziwy amerykanski bohater, w żadne podchody się nie bawi, na swoim rozgrzanym Thompsonie smaży hamburgery i frytki.<br />
Fabuła jest prosta: jako american hero Patterson lądujemy we Francji w 1944 roku, a naszym jedynym zadaniem jest pokonanie Third Reich i tym samym wygranie wojny. Przed nami więc sporo misji na terenach okupowanych, gdzie autorzy sprytne upchnęli nam dodatkowe zadania niż tylko klasyczne dotarcie z punktu A do punktu B; musimy więc kolekcjonować dokumenty, wysadzać różne rzeczy, sabotować co się da czy naturalnie eliminować wszystkich strażników na planszy. W kilku planszach będziemy mieli możliwość cichych misji; w jednym zadaniu udało mi się dotrzeć do końca nie zabijając prawie nikogo; licząc na najlepsze odznaczenie, dostałem kopa w d&#8230; od gry, gdyż musiałem najwyraźniej wyeliminować wszystko.</p>
<p>O ile część starych FPS trąci już nieco myszką to w Medal of Honor gra się nadal wyśmienicie; wymiana ognia z niemieckimi żołnierzami jest cholernie satysfakcjonująca, gdyż wróg nie stoi jak kołek i nie czeka by go zastrzelić. Żołnierze uciekają, chowają się, prowadzą ogień z ukrycia, czy też rzucają granatami (ok, czasem nieporadnie, nieciekawie także im wychodzi reagowanie na nasze granaty), potrafią być jdnak zabójczy, zwłaszcza uzbrojeni w pistolety maszynowe. Autorzy dali nam dosyć spory arsenał broni; Garand, Thompson (jest i Mp 40), Colt 1911, wyrzutnia rakiet, granaty i kozacki Bar; przyznam, że pistolety maszynowe stały się moją ulubioną bronią. Postrzeleni wrogie różnie reagują, w zależności gdzie celowaliśmy, naturalnie strzał w głowę załatwia wszystko, ale  dziwnym trafem, niemieckie hełmy są kulodoporne, za to do wyboru mamy nogi, ręce czy też tułów. Niestety w grze nie ujrzymy żadnej krwi, a ciała wrogów znikają.</p>
<p>Etapy z jakimi się zmierzymi są raczej krótkie, za to w pełni wypchane akcją, czas danego zadania wydłuża jeszcze wymóg spełnienia wszystkich powierzonych zadań i jeśli dotrzemy do końca levelu, nie zaliczając wszystkich celów, dostaniemy kopa od wujka Sama i ruszamy ponownie. Podobna sytuacja występujemy gdy zginiemy w boju (fajna animacja śmierci); rzecz oczywista. </p>
<p>Medal of Honor to różne scenerie; od romantycznej Francji nocą, po norweskie śniegi oraz działania na terenie samego szatana czyli Rzeszy. Grafika jak na 32bitowe Playstation jest zadziwiająco dobra; tekstury są raczej dopracowane (zarówno otoczenie jak i przeciwnicy), co prawda autorzy nie byli w stanie upchnąć tu wielu detali z powodów ograniczeń sprzętowych, ale zobaczymy np plakaty propagandowe Waffen-SS czy flagi Rzeszy na ścianiach, nie powiem, fajny smaczek. Postacie napotkane w grze mówią po niemiecku, co dodaje klimatu, w jednej z misji, z megafonów rozlega się głos, który nakazuje nam poddanie się, a włos nam z głowy nie spadnie; jak dla mnie bomba. Muzyka doskonale współgra z tematyką gry i w sumie innej bym sobie nie wyobrażał. </p>
<p>Scenariusz do gry napisał sam Steven Spielberg; szczerze mówiąc, nie przekonuje mnie to za bardzo, gdyż fabularnie Medal of Honor jest kiepściutki; Patterson jako amerykanski bohater wygrywający wojnę brzmi tandetnie. Liczy się jednak rozwałka i pod tym względem Medal nadal wymiata.</p>
<p><iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/dSo9c3RuHHU" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/medal-of-honor/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>247</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Corpse Killer</title>
		<link>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/3do/corpse-killer-3do/</link>
		<comments>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/3do/corpse-killer-3do/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Dec 2011 04:59:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jay</dc:creator>
				<category><![CDATA[3DO]]></category>
		<category><![CDATA[Digital Pictures]]></category>
		<category><![CDATA[FMV]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.retrostacja.org/?p=595</guid>
		<description><![CDATA[Yo bra’! Przy takich perełkach jak Corpse Killer czasem niewiadomo nawet jak zacząć, to jedna z tych gier, tak złych, że aż dobrych (coś jak filmy Bruno Mattei); mamy tu FMV (pierwszy warning, że gra nie będzie fajna), zombie (czy raczej corpsy), samotnego marine, blond dziennikarkę, jamajskiego homie oraz szalonego doktora Hellman’a granego przez Vincent’a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<!-- wp-jquery-lightbox, a WordPress plugin by ulfben --> 
<div><img class="size-full wp-image-44 alignleft" style="padding-top: 3px;" title="Corpse Killer" src="https://lh6.googleusercontent.com/-6SZ5YLFr_w8/TrSN3YVYl4I/AAAAAAAAA9I/OhhkK0xGocQ/s800/Corpse%252520Killer.jpg" alt="" width="200" height="150" /></div>
<p>Yo bra’! Przy takich perełkach jak Corpse Killer czasem niewiadomo nawet jak zacząć, to jedna z tych gier, tak złych, że aż dobrych (coś jak filmy Bruno Mattei); mamy tu FMV (pierwszy warning, że gra nie będzie fajna), zombie (czy raczej corpsy), samotnego marine, blond dziennikarkę, jamajskiego homie oraz szalonego doktora Hellman’a granego przez Vincent’a Schiavelli.<br />
<span id="more-595"></span><br />
Fabuła gry jest tandetna. Nie ma nawet sensu jej streszczać, gdyż jest tak samo kiepska jak sama gra, ale spróbujmy: jako samotny marine (w randze porucznika) lądujemy na wyspie opanowanej przez Dr Hellman’a i jego zombie, zostajemy pogryzieni przez jednego ze stworów, poznajemy jamajskiego ziomka i ruszamy do akcji. Cała „zabawa” polega na oglądaniu niedorzecznych filmików (w których jak wiadomo Digital Pictures jest mistrzem) po czym przystępujemy do eliminacji zombie; wygląda to następująco: na ekranie przesuwa się nam obraz z kamery (z prędkością ślimaka), na który nałożono aktorów grających zombie (swoją drogą żywe trupy przypominają swoim wyglądem nieco monstra z Powrotu Żywych Trupów), całość poraża jakością wykonania; część z nich lewituje na ekranie, niektórzy rzucają granatami, a co twardsi są znowu niewrażliwi na naszą amunicję i musimy używać specjalnej amunicji (naturalnie wcześniej przełaczając to wszystko odpowiednim guzikiem mając na to z 2 sekundy). Dodam, że potwory zupełnie nie pasują do tła; takie widocznie było zamierzenie Digital Pictures (kto finansował  wydanie tylu kiepskich gier?!).</p>
<p>	W Corpse Killer sami wybieramy nasze misje, nie ma tu liniowej fabuły; wszystkie oczywiście sprowadzają się do tego samego czyli przetrwania aż misja się zakończy, obejrzymy filmik i to by było na tyle. W grze towarzyszą nam dwie postacie które są po naszej stronie: jamajski ziomek sypiący niedorzecznymi tekstami oraz blond dziennikarka; aktorka ją grająca wypada dosyć miernie. Misje są dziwne, na mapie mamy punkty gdzie znajdziemy zombie, nie wiem jaki jest sens, ale zabijać zombie możemy w nieskończoność, możemy także pomóc naszym towarzyszom, oraz zdobyć apteczki czy specjalną amunicją; niestety wszystko to wiąże się z oglądaniem tych samych krajobrazów i słuchaniem tych samych kawałków.<br />
Jakość filmów czy ekranu strzelanki jest tragiczna; na poziomie Double Switch czy Nightrap, a gra na 3DO ukazała się przecież w 1995 roku i z tego ci mi wiadomo konsola była nawet bardziej zaawansowana od Playstation &#8211; niewybaczalne! Muzyka to karaibskie rytmy i dźwięk terkotu naszej spluwy, plus dziwny akcent (jamajski?) naszego towarzysza; chyba nie muszę pisać, że kolo jest bardzooo irytujący.</p>
<p>Odpalając Corpse Killer dostajemy wszystko czego można się spodziewać po Digital Pictures, czyli niedorzeczną fabułę (na równi z Double Switch, Sewer Shark czy Nightrap), kiepską grafikę, złe aktorstwo i jak zwykle prawie zero grywalności. Czy znajdzie się choć jedna dobra gra ze stajni DP?</p>
<p><iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/sKRcmZqiER4" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/3do/corpse-killer-3do/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>246</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nightmare on Elm Street</title>
		<link>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/nintendo/nightmare-on-elm-street/</link>
		<comments>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/nintendo/nightmare-on-elm-street/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Dec 2011 04:42:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jay</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nintendo]]></category>
		<category><![CDATA[LJN]]></category>
		<category><![CDATA[Zręcznościowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.retrostacja.org/?p=584</guid>
		<description><![CDATA[Raz, dwa Freddie ostro przypala, trzy-dwa-jeden przecież nie on kuwa jeden&#8230; Nightmare on Elm Street to kultowy już horror Wes&#8217;a Craven&#8217;a, o złym wujku Freddiem, który postanawia nieco zabawić się na ulicy wiązów, niestety kosztem życia jej nastoletnich mieszkańców (jak i dlaczego wyjaśniono w filmie). Filmów powstało wiele, jednak gry nie miały tak wiele szczęścia. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<!-- wp-jquery-lightbox, a WordPress plugin by ulfben --> 
<div align="left"><img style="padding-top:3px;" class="size-full wp-image-44 alignleft" title="TNightmare on Elm Street" src="https://lh5.googleusercontent.com/--I1YIQWk46E/TrSGPDKs5_I/AAAAAAAAA6A/xhQHinodiBU/s800/title.jpg" alt="" width="200" height="150" /></div>
<p>Raz, dwa Freddie ostro przypala, trzy-dwa-jeden przecież nie on kuwa jeden&#8230;<br />
<span id="more-584"></span></p>
<p>Nightmare on Elm Street to kultowy już horror Wes&#8217;a Craven&#8217;a, o złym wujku Freddiem, który postanawia nieco zabawić się na ulicy wiązów, niestety kosztem życia jej nastoletnich mieszkańców (jak i dlaczego wyjaśniono w filmie). Filmów powstało wiele, jednak gry nie miały tak wiele szczęścia. O potyczkach z Kruegerem traktują ledwie dwa tytuły, jeden wydany na Nes&#8217;a (tą wersją się zajmiemy) drugi na C-64 / IBM; z pierwszym tytułem spędziłem sporo czasu, zabawa nie była przednia, ale czego się spodziewać po LJN, który jest twórcą programu.</p>
<p>Gra nie opiera się na żadnym z filmów (choć nieco nawiązuje do trzeciej częśći Dream Warriors); musimy pozbierać kości Krugera porozrzucane po ulicy wiązów by dzieci wreszcie mogły spać spokojnie, inaczej Freddie będzie nas nawiedział po wsze czasy. Naszym bohaterem jest nieznany ludek biegający w czerwonym wdzianku (jego 8-bitowa postura przypomina nieco Johnny&#8217;ego Deppa z pierwszego filmu, ale to tylko moje spekulacje). Do zwiedzenia mamy różne lokacje, takie jak szkoła, tajemniczy dom, cmentarz czy złomowisko; każda lokacja jest kalką poprzedniej i zawsze chodzi o to samo: pozbieraj kości Fredka i znajdź wyjście, proste. Autorzy dodali motyw z filmu, czyli wędrówki we śnie; na ekranie znajduje się pasek naszego uśpienia, gdy zniknie zasypiamy&#8230; i niewiele się zmienia prócz przeciwników i scenerii. Nie winię tu twórców, w końcu Nes ma ograniczone możliwości.</p>
<p>Byłoby dosyć nudno, gdyby naszym jedynym przeciwnikiem był tylko Krueger, więć autorzy dodali cały repertuar niedorzecznych przeciwników; wujek Freddie zarządza nietoperzami, wężami, wielkimi pająkami, duchami, latającymi czaszkami, potworami Dr. Frankeinstein&#8217;a (really?), czy wilkami. Jednym słowem nie to czego się można spodziewać, wszak w filmach wujek przybierał wiele różnych form; sam Freddie pojawia się niezbyt często; ot gdy zabawimy w krainie snów zbyt długo, zacznie przygrywać nam muzyczka znana z filmu, poczym będziemy zmuszeni stoczyć z wujaszkiem pojedynek. By wybudzić się musimu odnaleźć znajdujące się gdzieś na planszy radio.</p>
<p>     Zwiedzanie ulicy wiązów, oraz lokacji jest frustrujące; część przeciwników respawnuje się dosłownie co parę sekund, więć należy ich potraktować pięściami, naszą jedyną bronią w realnym świecie, taa nasz bohater to niezły bokser, okładający wszystko piąchami. W świecie snów nasz człowiek może zostać magiem, atletą rzucającym oszczepami (choć bardziej przypomina amazonkę) czy ninją, zwłaszcza ten ostatni przydaje się na denerwujących bossów, jakimi są, min rękawica, głowa, czy duch Fredka,. Ciekawe jest, iż na ekranie nie ma naszego paska energii; na moje oko bohater może otrzymać 5 szlagów i zamienia się w aniołka (!), ale nigdy nie liczyłem. </p>
<p>     O grafice nie ma co pisać; gry na Nes zawsze wyglądały tak samo; taki urok 8-bitów, natomiast muzyka w ogóle nie pasuje do rozgrywki; w czasie zwiedzania ulicy towarzyszy nam muzyczka, tak samo nie pasująca jak główny track w Friday 13th (inny &#8222;hit&#8221; LJN), nieco lepiej robi się gdy zwiedzamy inne plansze. Twórcy mają plus za jeden motyw z filmu, który się tu pojawia.</p>
<p>     Nightmare on Elm Street to  nienajgroszy tytuł ze stajni LJN, co już powinno być traktowane jako plus. Gra ma niewiele wspólnego z filmem (Freddie, przemiany bohatera, jeden track muzyczny), rozgrywka denerwuje swoim poziome trudności, dość łatwe starcia z bossami (gdy odkryjemy schemat), no i dziwny motyw z kościami. Mam nadzieję, że następny (i ostatni) tytuł z Freddiem będzie lepszy i bardziej przypominał film.</p>
<p><iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/RO7DVorMI-Q" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/nintendo/nightmare-on-elm-street/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>132</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Castlevania: Symphony of the Night</title>
		<link>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/castlevania-symphony-of-the-night/</link>
		<comments>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/castlevania-symphony-of-the-night/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 18 Dec 2011 21:50:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jay</dc:creator>
				<category><![CDATA[PlayStation]]></category>
		<category><![CDATA[konami]]></category>
		<category><![CDATA[rpg]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.retrostacja.org/?p=591</guid>
		<description><![CDATA[Przyznam, że o Castlevani wiem mało; seria zadebiutowała na Nesie w 1986 (czyli trochę dawno), gdzie naszym zadaniem było pozbycie się hrabego Draculi z tego świata. W Symphony of the night niewiele się zmienia, Dracula znowu żyje, a my jako Alucard; syn hrabiego postanowiliśmy odwiedzić jego zamek i położyć kres jego panowaniu. Jako, że gra [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<!-- wp-jquery-lightbox, a WordPress plugin by ulfben --> 
<div align="left"><img style="padding-top:3px;" class="size-full wp-image-44 alignleft" title="CastlevaniaŁSzmphonz of the night" src="https://lh3.googleusercontent.com/-R74oeE-jByk/TrSK_A_e2zI/AAAAAAAAA74/SoM1vrY38JQ/s800/Castlevania.jpg" alt="" width="200" height="150" /></div>
<p>Przyznam, że o Castlevani wiem mało; seria zadebiutowała na Nesie w 1986 (czyli trochę dawno), gdzie naszym zadaniem było pozbycie się hrabego Draculi z tego świata. W Symphony of the night niewiele się zmienia, Dracula znowu żyje, a my jako Alucard; syn hrabiego postanowiliśmy odwiedzić jego zamek i położyć kres jego panowaniu. Jako, że gra ukazała się na min na Playstation i Saturn’a mamy tu wielki postęp technologiczny w porównaniu do Nes’a czy Snes’a.<br />
<span id="more-591"></span></p>
<p>     Przygodę zaczniemy od retrospeckji poprzedniej części jako Belmont: pogromca Draculi który musi hmm.. pogromić go jeszcze raz <img src='http://www.retrostacja.org/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> . Ponoć od tej walki będą zależeć nasze współczyniki w dalszej grze, ale szczerze mówiąc nie wiem czy to prawda. Zabawa zaczyna się gdy Alucard wkracza do zamku siejąc zamęt w szeregach złych sługusów, aż napotka pana Śmierć; od tej chwili tak naprawdę zaczynamy prawdziwą grę (tracąc wszystkie wypaśne przedmioty), gdzie musimy gromadzić ekwipunek, pieniądze oraz doświadczenie.</p>
<p>Castlevania to typowa zręcznościówka z elementami RPG. Alucard zwiedza zamek, odkrywa sekrety (tych jest co niemiara), walczy z przeciwnikami oraz bossami, zbiera szmal za jaki kupuje lepszy stuff czy napoje leczące: czyli rzeczy jakie robi się w każdy rasowym RPG, tyle że to od nas zależy gdzie pójdziemy, w jaki sposób zdobywamy doświadczenie co ma swoje zalety jak i minusy. Zamek jest ogromny; składa się z wielu komnat, jedne lepiej wykonane, drugie gorzej, ogólnie jednak są ciekawie narysowane i tworzą (wraz z muzyką) niezły klimat ; mamy tu bibliotekę, opuszczoną kopalnię, kaplicę czy klasyczne podziemia (wszak RPG bez podziemi to nie RPG, wyobrażacie sobie np Caves &#038; Dragons ?). Każdą lokację możemy odwiedzić nieskończoną ilośc razy, bijąc wrogów, zdobywając doświadczenie jak i pieniążki. Jednak w czasie gry łatwo się pogubić, mamy co prawda mapę, ale twórcy mogli by chociać oznaczyć gdzie co jest, mamy także teleporty, ale i one nie są w żaden sposób oznaczone więc nie wiemy gdzie się znajdują, czy dokąd prowadzą.</p>
<p>Alucard podczas swojej wędrówki zdobywa lepsze bronie, pancerze, flaszki regenerujące i zwiększające nasze zdrowie (zdobywając poziom Alucard nie zdobywa więcej HP) czy też serca. W Symphony of the Night serduszka nie reprezentują energii życiowej, a możliwość zrobienia specjalnego ataku drugą bronią ( klawisz kwadrat odpowiada za atak naszą główną bronią, a góra + kwadrat odpowiadają za dodatkowy atak); efekt zależy od sprzętu jaki posiadamy, mamy do dypozycji różne bronie miotające, zegarek który zatrzyma wrogów na parę sekund czy też np wymiatający wszelkie grzechy na ekrane krzyż (czy raczej krzyże).</p>
<p>Walka ze stworami jest ciekawa. Prócz ataku, Alucard może parować strzały z broni dystansowych (jeśli posiada tarczę) czy też odskoczyć w tył by uniknąć ciosu wroga. Przeciwnicy z jakimi się zmierzymi to rasowy fantasy repertuar: szkielety, zombie, źli rycerze, duchy czy też ciekawsze wynalazki jak kobieta kwiat, opętane książki, czy szkielety ze strzelbami, na każdego jest inny musimy znaleźć sposób. Każdy pokonany wróg to na ogół serduszka, jakieś pieniążki i doświadczenie. Inna sprawa to bossowie; tu już żarty się kończą i jeśli szybko nie odkryjemy patternu dostaniemy bęcki, a napojów odnawiających życie w samej grze jest bardzo mało (można je kupić w zamkowym sklepiku, gdzie przekupny sługa Draculi za małą opłatą sprzeda nam wszystko, jednak co wiąże się z niezłym backtrackiem).</p>
<p>    Od strony graficznej jest świetnie. Tła w 2D prezentują się wybornie, czasem warto na chwilę się zatrzymać by popatrzeć co autorzy upchnęli na dalszych planach, czasem część tła rusza się (np chmury na niebie); przeciwnicy są dobrze wykonani, podobnie jak i Alucard. Utwory muzyczne w grze są dobre, część z nich to niemrawe melodie jakie możemy słyszeć czasem w japońskich RPG, jednak większość jest naprawdę dobra i tworzy swoisty klimacik (utwór z kopalni rula); co jeszcze usłyszymy? Postacie mówią! Co prawda osoby podkładające głosy brzmią niezbyt przekonywująco i w czasie dialogów wszystko cichnie (dziwny zabieg), jednak wolę słuchać dialogów niż je czytać.</p>
<p>Czy warto sprawdzić Castlevanie? Mnie osobiście się podobało, choć w dalszej części gry nudziłem się; za dużo tu powrotów do zbadanych już miejsc by z nową umiejętnością odkryć coś nowego, brak szybiego przemieszczenia się po zamku (no dobra są wspomniane teleporty), ogólnie Alucard spali pewnie sporo kalorii panosząc się po rezydencji Draculi. Autorzy dodali tu kilku bohaterów jakich napotkamy po drodze (słownie dwóch&#8230;), myślę, że to za mało, ale Castlevania: Symphony of the Night to w końcu tylko gra zręcznościowa, więc może się czepiam, niemniej gra jest godna polecenia.</p>
<p><iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/yfg1aHW-HiE" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/castlevania-symphony-of-the-night/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>270</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Vampire</title>
		<link>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/sega/vampire-sega-master-system/</link>
		<comments>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/sega/vampire-sega-master-system/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 18 Dec 2011 21:05:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jay</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sega]]></category>
		<category><![CDATA[Zręcznościowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.retrostacja.org/?p=577</guid>
		<description><![CDATA[Sega Master System to konsolka raczej nieznana; zaprojektowana jako konkurent Nes’a, w ogóle nie odniosła sukcesu, choć pod każdym względem przewyższała produkt Nintendo, no może nie pod względem dobrych gier&#8230; Vampire, znany także jako Master of Darkness został wydany w 1992 roku; miałbyć odpowiedzią na Castlevanie i jest jedną z ciekawszych gier jakie znajdziemy na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<!-- wp-jquery-lightbox, a WordPress plugin by ulfben --> 
<div align="left"><img style="padding-top:3px;" class="size-full wp-image-44 alignleft" title="Vampire" src="https://lh4.googleusercontent.com/-iJuhl0hdX30/TpJOnN1ROKI/AAAAAAAAA3Y/Ik216i_v8z8/s800/Vampire.jpg" alt="" width="200" height="150" /></div>
<p>Sega Master System to konsolka raczej nieznana; zaprojektowana jako konkurent Nes’a, w ogóle nie odniosła sukcesu, choć pod każdym względem przewyższała produkt Nintendo, no może nie pod względem dobrych gier&#8230; Vampire, znany także jako Master of Darkness został wydany w 1992 roku; miałbyć odpowiedzią na Castlevanie i jest jedną z ciekawszych gier jakie znajdziemy na konsoli Segi.<br />
<span id="more-577"></span></p>
<p>Jako Dr. Social (fajna ksywa) znajdziemy się w Londynie opanowanym przez złe moce; tak, to jedna z tych sytuacji gdzie ktoś bawi się czarną magią i całe miasto zostaje opanowane przez hordy złych stworów i okazuje się, że za całą aferą stoi pewien niecny hrabia. Nasz bohater ma więc pełne ręce roboty, a wrogów jest chmara; podstawowym narzędziem eliminacji jest pierwsza broń którą operujemy za pomocą jednego z guzików (drugi odpowiada za skok), może to być nóż, rapier, młot czy siekiera, druga broń to np spluwa, kołek osikowy; dodatkową broń odpalamy kombinacją fire + góra, przy czym możemy także używać dodatkowych broni w powietrzu. Na planszy porozrzucane są tu i ówdzie dziwne maski; niszcząc je zdobędzemy uzbrojenie (czasem może być to broń gorsza od posiadanej), napoje energetyzujące, czy dodatkowe życia (na ogół w niedostępnych miejscach), także zawsze powinniśmy rozbijać wszystkie maski.</p>
<p>    Przeciwnicy są prości w eliminacji, na ogół chodzą sobie z miejsca na miejsce czekając na nas: zombie, złe sługusy hrabiego (mają gnaty) część z nich lewituje; duchy, krzesła, obrazy czy stoły (!), jednak niewąpliwie najgorsze są nietoperze; ich pattern poruszania się jest często nieprzewidywalny i są na każdym ekranie w każdej lokacji; jednym słowem są bardzooo irytujące! Na szczęście większość z wrogów ginie po 1~2 uderzeniach, w tym nasze nietoperki. Każda gra tego typu nie może się obejść bez bossa, który w stylu zawodników WWE najpierw obraża naszego bohatera by zaraz zginąć; jeśli mamy w miarę pełny pasek energii wystarczy atakować do skutku aż zbój padnie. Nie ma tu żadnej zaawanowanej taktyki (no może poza ostatnimi bossami).</p>
<p>    Lokacje jakie zwiedzimy są klimatyczne, ale grafika nieco nuży, zbyt mało kolorów, wszystko jakieś szare (rozumiem, że gra ma stwarzać pozory horroru) i przygnębiające; najciekawsze miejsce to muzeum woskowych lalek (żeńskich <img src='http://www.retrostacja.org/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' /> ), reszta jest standardowa i nie porywa; cmentarz, labolatorium, czy zamek (zamek musi być).</p>
<p>    Stopień trudnośći jest wyważony i sprawny gracz poradzi sobie bez problemu; co prawda jest kilka miejsc w grze, gdzie można utknąć na chwilkę, ale nie zdarza się to zbyt często. Gdy zginiemy powtarzamy poziom od nowa, co nie jest takie straszne gdyż levele nie są zbyt długie, a gdy stracimy wszystkie żywoty mamy opcję continue.</p>
<p>    Podsymowywując; Vampire (czy tam Master of Darkness whatever) furory nie zrobił, ale zdecydowanie wyróżnia się na tle tego typu gier platformowych; muzyka stara się tworzyć klimat (8-bitowy co prawda), grafika jest mroczna, bijemy się z duchami, zombie i mamy nawet namiastkę fabuły (dosyć oklepanej), więc możemy śmiało spróbować.</p>
<p><iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/FNT5GcWuxBM" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/sega/vampire-sega-master-system/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dragon Fire</title>
		<link>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/atari/dragon-fire/</link>
		<comments>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/atari/dragon-fire/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Aug 2011 16:24:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sosna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Atari]]></category>
		<category><![CDATA[Atari 2600]]></category>
		<category><![CDATA[Zręcznościowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.retrostacja.org/?p=561</guid>
		<description><![CDATA[Dragon Fire to prosta gra zręcznościowa na Atari 2600 występująca również pod tytułem King Artur. Historyjka tejże gry nie jest mi znana ale pod tak prostą jej budową można dopasować prawie wszystko co nam ślina przyniesie na język. Jesteśmy sobie rycerzem/złodziejem lub poszukiwaczem skarbów, odziani w zielone rajtuzy i czerwoną kolczugę wyruszamy po skarby ukryte [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<!-- wp-jquery-lightbox, a WordPress plugin by ulfben --> 
<div class="post_obrazek"><img title="Dragon Fire" src="https://lh5.googleusercontent.com/-v5Kit0cOesg/TlkXfdqudTI/AAAAAAAAAcg/SE-4DTAl0bg/s144/dragon%252520fire.JPG" alt="Dragon Fire" width="200" height="150" /></div>
<p>Dragon Fire to prosta gra zręcznościowa na Atari 2600 występująca również pod tytułem King Artur. Historyjka tejże gry nie jest mi znana ale pod tak prostą jej budową można dopasować prawie wszystko co nam ślina przyniesie na język. Jesteśmy sobie rycerzem/złodziejem lub poszukiwaczem skarbów, odziani w zielone rajtuzy i czerwoną kolczugę wyruszamy po skarby ukryte w zamku, które to pilnowane są przez smoki. Uzbrojeni jesteśmy jedynie w szybkie nogi dzięki którym będziemy spieprzać od ogniskach kul i to z poziomu na poziom coraz szybciej.<br />
<span id="more-561"></span></p>
<p style="text-indent: 20px;">Rozgrywka składa się z dwóch etapów: Pierwszym jest przebiegnięcie przez fosę z jednej komnaty do drugiej uważając na dwa ogniste pociski wylatujące z lewej strony. Drugim etapem to już klasyczne ogołocenie komnaty ze wszystkich skarbów na jakie tam natrafimy. Na samym początku jest jeszcze spokojnie i komfortowo – zbieramy sobie złote dzbanki, diamenty, świeczniki i pokazujemy środkowy palec legendarnej gadzinie. Ale im dalsza komnata tym smoki zaczynają strzelać ognistymi kulami z prędkością broni maszynowej. Dodatkowo nasza szybkość biegania wzrasta chyba dwukrotnie co dla niektórych ospałych graczy ze słabym refleksem powoduje dodatkowe utrudnienie.  Doszedłem jedynie do białego smoka, którego już nie potrafiłem wymanewrować – ta gra naprawdę wymaga olbrzymiego refleksu i małpiej zręczności.</p>
<p style="text-indent: 20px;">A co z wykonaniem i oprawą audio-wizualną ? Muszę przyznać, że jestem miło zaskoczony. Twórcy gry zaoszczędzili nam irytującej muzyczki a efekty sfx są nawet przyjemne dla ucha. Animacja jest dopracowana i płynna a grafika czytelna i przyjazna dla oka. Co prawda poziomy różnią się jedynie kolorami jak w prawie każdej grze na tą platformę ale nie powoduje to wielkiego obrzydzenia tym bardziej, że zaoszczędzono nam również cholernie mnie denerwujących efektów stroboskopowych. Dodatkowo mamy do dyspozycji aż siedem żyć co również warto odnotować i pochwalić.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Podsumowując – Dragon Fire to kawał dobrze zrobionej zręcznościówki. Porządnie wykonana z dynamiczną akcją i przyjaznymi do odbioru efektami a jej prostota jest chyba największą zaletą i takie powinny byś właśnie wszystkie gry na Atari 2600.</p>
<div class="yt"><object width="560" height="345"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/NROgJlhtudE?version=3&amp;hl=pl_PL"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/NROgJlhtudE?version=3&amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="345" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/atari/dragon-fire/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>156</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Carmageddon</title>
		<link>http://www.retrostacja.org/recenzje/8-bit16-bit/doswin/carmageddon/</link>
		<comments>http://www.retrostacja.org/recenzje/8-bit16-bit/doswin/carmageddon/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 23 Jun 2011 10:38:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sosna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dos/Win]]></category>
		<category><![CDATA[Wyścigi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.retrostacja.org/?p=553</guid>
		<description><![CDATA[Tego tytułu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Nie istnieje chyba osoba która nie słyszała o tej grze. Gdy w 97 roku SCI wydał Carmageddon było to jak uderzenie bomby atomowej na Hiroshime. Czegoś takiego świat nie widział &#8211; z pozoru zwykłe wyścigi samochodowe jakie dużo wyszło do tej pory ale twórcy Carmageddon przegięli po prostu pałkę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<!-- wp-jquery-lightbox, a WordPress plugin by ulfben --> 
<div class="post_obrazek"><img title="Carmageddon" src="https://lh6.googleusercontent.com/-4xZO3jvguBc/TgMVZqckErI/AAAAAAAAAcI/wW0ey9VsL6g/s144/carmageddon8.jpg" alt="Carmageddon" width="200" height="150" /></div>
<p>Tego tytułu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Nie istnieje chyba osoba która nie słyszała o tej grze. Gdy w 97 roku SCI wydał Carmageddon było to jak uderzenie bomby atomowej na Hiroshime. Czegoś takiego świat nie widział  &#8211; z pozoru zwykłe wyścigi samochodowe jakie dużo wyszło do tej pory ale twórcy Carmageddon przegięli po prostu pałkę z ilością przemocy i brutalności w tym momencie. Nie wszyscy byli przygotowani  na coś takiego. Co prawda istniały już na rynku również brutalne tytuły jak Mortal Kombat czy nawet stary Quarantine który pozwalał odstresować się po przez strzelanie z UZI przez boczną szybę do przechodniów ale tamte gry przy Carmageddon były niewinne jak partyjka w sapera czy ułożenie pasjansa.<br />
<span id="more-553"></span></p>
<p style="text-indent: 20px;">Carmageddon to nazwa wyścigów w których startują najbardziej szaleni i psychiczni kierowcy w swoich odpicowanych i zmodyfikowanych samochodach. Do wzięcia udziału w takich wyścigach potrzebujemy kierowcy i samochodu. Do wyboru mamy dwójkę kandydatów &#8211; Max Damage kierujący czerwonym The Eagle oraz zawodniczkę płci pięknej Die Anna w żółtym The Hawk. Samochody poza kolorem oraz drobnymi parametrami są praktycznie identyczne a główna różnica to czyją facjatę będziemy oglądać podziwiając euforyczne minki podczas robienia efektownych Combosów i wykonywaniu Crash testów naszego bolida.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Gdy już dokonaliśmy wyboru kierowcy i samochodu to czas zacząć zabawę. Twórcy przygotowali około 30 tras przebiegających zarówno w miastach jak i w malowniczych wiejskich czy górzystych terenach.  Pomimo, że jak w każdej normalnej grze wyścigowej mamy linie startu, mety oraz checkpointy to nie radzę kończyć wyścigu w tak oczywisty sposób. Przeciwnikom nie zależy na jak najszybszym dotarciu do mety co powinniśmy to wykorzystać na zwiedzanie, odkrywania trasy i powiększanie naszego stanu licznika przejechanych przechodniów. Rozjeżdżanie ludzi i eliminowanie przeciwników to nasz główny i najbardziej opłacalny cel dzięki któremu uzyskamy najlepszy wynik i mnóstwo kasy. Ponieważ oprócz uciekającego nam czasu musimy martwić się o stan naszej gotówki za którą mamy możliwość naprawy samochodu i dokupywania do niego coraz lepszych części ( do wyboru silnik, opancerzenie oraz kolce zwiększające nam siłę taranowania ). Przejechanie pojedynczego przechodnia to nic wielkiego ale zrobienie Multi-Comba składającego się z rozjechaniu i rozerwaniu na strzępy kilkunastu niewinnych osób stojących blisko siebie będąc jednocześnie w poślizgu to już trudniejsza sztuka ale najbardziej efektowna i opłacalna.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Już na pierwszej planszy będziemy mieli świetną okazję do takiego wyczynu, gdzie mamy możliwość wjechać na stadion w którym to akurat odbywa się amerykański mecz futbolowy. Wpadamy na murawę i zaczynamy rzeź, wielka szkoda, że nie możemy wjechać na trybuny bo to dało by nam kilka tysięcy dodatkowych morderstw na naszym liczniku ale to już było by totalne przegięcie. Na każdej planszy warto szukać miejsc w których znajdują się duże skupiska ludności oraz beczek z ukrytymi bonusami bo to żyła złota którą szkoda zmarnować. </p>
<p style="text-indent: 20px;">Wraz z wygrywaniem kolejnych wyścigów pniemy się na szczyt tabeli, dokonując modyfikacji samochodu zwiększamy nasze szansę zarówno w obronie jak i ataku. Co jakiś czas mamy możliwość przejąć samochód któregoś z naszych rywali ale jeszcze do końca nie rozgryzłem na czym to dokładnie polega. Samochody natomiast to najdziwniejsze maszyny których nie spotkamy normalnie na naszych polskich drogach zaczynając od zielonego garbuska z wielkim grzebieniem na dachu a kończąc na spychaczu czy wyścigówce na gąsienicowym podwoziu.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Oprawa Carmageddon jest znakomita i mimo, że gra wyszła w 97 roku to nawet dzisiaj daje radę. Co prawda rozdzielczość VGA nie pozwala zbytnio się zachwycać ale można uruchomić grę w trybie Hi-Res lub ściągnąć łatkę do popularnego w tamtym okresie 3dfx. Przyznam się, że tylko dzięki tej łatce oraz emulatorowi voodo spędziłem naprawdę kilka fajnych godzin przy tej grze. I mimo, że duża część otoczenia to po prostu zwykle bitmapy a krajobraz generowany jest dopiero w pewnej odległości od naszego pojazdu to i tak mi to nie przeszkadzało. Przez całą grę nasza uwaga skupia się na tym co dzieje się na ekranie a dzieje się naprawdę dużo. Przeciwnicy nie dają nam chwili wytchnienia a w szczególności policja w swoim małym ale prawie niezniszczalnym czołgu. Warto wspomnieć też o niesamowitej fizyce, która w tamtym okresie nie miała sobie równych. Symulacja wszelakich zderzeń, skoków, akrobacji oraz efekty gięcia karoserii samochodów jest pierwszej klasy i przebija wszystko co do tamtej pory wyszło wliczając w to Destruction Derby czy Interstatate `76.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Na koniec wielki plus dla efektów dźwiękowych i towarzyszącej nam szybkiej i ciężkiej muzyce Death Metalowego zespołu Fear Factory, która to wspaniale wkomponowuje się z nieustającą walką na torze. Soundtrack po prostu jest genialny i jest jednym z moich ulubionych dlatego też szukając Carmageddona na stronach abandonware zwracajcie uwagę czy gra nie jest obcięta ze ścieżki dźwiękowej bo naprawdę dużo stracicie z przyjemności grania.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Podsumowując &#8211; Carmageddon to świetna i jedyna w swoim rodzaju gra, pomimo upływowi czasu nadal potrafi wciągnąć i zszokować ale też dać upust swoim emocjom. Nie wszystkim przypadnie do gustu to mogę być pewny a już na pewno nie urzędnikom w Niemczech i Wielkiej Brytanii, przez których to wydano specjalną wersję zamieniając ludzi i czerwoną krew na ząbiaków tryskających zieloną mazią. Na szczęście u nas nie było takich problemów ale i tak każdy musi sobie zadać pytanie czy jest w stanie znieść akurat takie przesadnie brutalne i sadystyczne podejście to wyścigów. Jeśli tak to zabawa gwarantowana.</p>
<div class="yt"><object width="480" height="390"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/E_LOBYKkchU?version=3&amp;hl=pl_PL"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/E_LOBYKkchU?version=3&amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="390" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.retrostacja.org/recenzje/8-bit16-bit/doswin/carmageddon/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>IronMan Super Offroad</title>
		<link>http://www.retrostacja.org/recenzje/8-bit16-bit/doswin/ironman-super-offroad/</link>
		<comments>http://www.retrostacja.org/recenzje/8-bit16-bit/doswin/ironman-super-offroad/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 May 2011 14:11:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sosna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dos/Win]]></category>
		<category><![CDATA[Virgin Interactive]]></category>
		<category><![CDATA[Wyścigi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.retrostacja.org/?p=544</guid>
		<description><![CDATA[Ironman Super Offroad to wyścigi terenówek po specjalnie utworzonych do tego celu torach. Nie znajdziemy tutaj skomplikowanych zasad, po prostu gaz do dechy i pierwsze miejsce na linii mety – to wszystko co mamy zrobić. Gierka pomimo, że jest już dosyć stara ciągle potrafi dostarczyć trochę emocji a dodatkowym czynnikiem podwyższającym nam adrenalinę jest kasiora [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<!-- wp-jquery-lightbox, a WordPress plugin by ulfben --> 
<div class="post_obrazek"><img title="IronMan Super Offroad" src="https://lh4.googleusercontent.com/-URzDQhP5kBk/TeJRFhB7-4I/AAAAAAAAAa8/Wfbib_uSq0A/s144/ironman1.jpg" alt="IronMan Super Offroad" width="200" height="150" /></div>
<p>Ironman Super Offroad to wyścigi terenówek po specjalnie utworzonych do tego celu torach. Nie znajdziemy tutaj skomplikowanych zasad, po prostu gaz do dechy i pierwsze miejsce na linii mety – to wszystko co mamy zrobić. Gierka pomimo, że jest już dosyć stara ciągle potrafi dostarczyć trochę emocji  a dodatkowym czynnikiem podwyższającym nam adrenalinę jest kasiora którą wygrywamy po każdym wyścigu. Dzięki niej możemy ulepszyć naszą maszynę czy to w lepszy silnik, zawieszenie czy dodatkowe ładunki Nitro. Osobiście mam słabość do małych samochodzików, pewnie wynika to z dzieciństwa gdzie lubiłem bawić się resorakami, dlatego postanowiłem zagrać i opisać tą grę ponieważ mimo prostego wykonania jest w niej coś co przyciąga człowieka do monitora i nie pozwala się oderwać.<br />
<span id="more-544"></span></p>
<p style="text-indent: 20px;">Naszą przygodę kierowcy zaczynamy od nadania mu inicjałów, daty urodzenia oraz kraju którego będziemy reprezentować. Kilka sekund później znajdujemy się już na torze i zaczynamy wyścigi. Pierwsze co należy zrobić to przyzwyczaić się do nietypowych klawiszy sterownia w Ironmanie klawisze wyglądają następująco:<br />
Q – Jazda do przodu,<br />
A – Nitro, klawisz akceptacji,<br />
X – Skręt w lewo,<br />
C – Skręt w prawo.
</p>
<p style="text-indent: 20px;">Nie stwierdziłem by występował hamulec ale nie jest nam do niczego potrzebny, ponieważ nie musimy się przejmować blacharką oraz porysowaniem lakieru w naszej maszynie. Więc łatwo się domyśleć, że na torze panuje wolna amerykanka – liczy się tylko pierwsze miejsce.<br />
Nie jest to gra dla mięczaków czy niedzielnych kierowców, musimy być skoncentrowani przez cały wyścig ponieważ jeden błąd będzie nasz drogo kosztował.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Za wygranie każdego z etapów oprócz satysfakcji dostajemy też pewną sumę pieniędzy ( dokładnie 100k $ plus dodatkowe worki z kasą które zbierzemy na torze ) za które dokonamy modyfikacji naszego samochodu. Ulepszenie silnika zwiększy nam prędkość maksymalną, turbo to przyśpieszenie, lepsze opony zmniejszą nam promień skrętu a sprężyny ułatwią nam pokonywanie dziur i nierówności. Dodatkowo nasza terenówka może korzystać z dopalacza który mimo, że działa bardzo krótko to zamieni nas w pędzącą rakietę niejednokrotnie pozwalającą nam wygrać wyścig. Mała uwaga co do sklepu – na górze ekranu oprócz stanu naszej gotówki mamy tam również kredyty. Gdy na torze powinie nam się noga i nie dojedziemy na pierwszej pozycji to tracimy jeden kredyt. Robiąc zakupy musimy uważnie klikać by nie kupić czegoś co wymaga większość ilość pieniędzy niż posiadamy. Wtedy tracimy jeden kredyt a na nasze konto przypływa pewna ilość gotówki za niego. Nie polecam takiego zagrania bo gdy skończą się nam kredyty to gra się kończy a zapewniam was, że nie będziecie za każdym razem kończyć wyścigu na pierwszym miejscu.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Torów jest przynajmniej sześć ( tyle udało mi się odkryć ) na niektórych będziemy ścigać się w przeciwną stronę ale przygotowane są z olbrzymią starannością. Nie uświadczymy nawet kawałka nawierzchni bez jakieś dziury, muldy, skoczni, dołu wypełnionego wodą czy nawet skrzyżowania. Komputer  pomimo, że przez całą grę nigdy nie użył dopalacza to potrafi być wymagającym przeciwnikiem, zwłaszcza ten w srebrnym samochodzie.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Graficznie IronMan jak na grę z `88 roku jest pierwszej klasy. Zarówno samochodziki jak i tory przygotowane są z dużą dbałością o szczegóły pomimo, że to zwykła zręcznościówka i cały tor mieści się na ekranie monitora, więc programiści nie musieli się bawić z obiektami wektorowymi czy widokiem pseudo 3D. Natomiast duży minus za udźwiękowienie, Muzyka będzie nam towarzyszyć przy każdym z wyścigów i niestety nie są to kawałki miłe dla ucha a niekiedy przechodzą wręcz w niezmiernie denerwujący jazgot. Do wyboru będziemy mieli albo muzykę albo głuchą ciszę ponieważ efektów dźwiękowych w IronManie nie uświadczymy. Możemy zapomnieć o ryku silników, odgłosu zderzeń czy pisku sprężyn i naprawdę szkoda ,że pominięto ten ważny szczegół.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Wraz z pokonywaniem kolejnych torów poziom trudności wzrasta a przeciwnicy już nie popełniają tylu błędów co na początku. Musimy uważać przez cały wyścig gdyż nawet prowadząc przez trzy okrążenia możemy popełnić błąd na czwartym i zaprzepaścić szansę na wygraną. Największym naszym sprzymierzeńcem jest Nitro które na początek mimo, że nie jest wymagane to w późniejszych etapach będziemy korzystać z niego praktycznie co sekundę więc radzę zaopatrzyć się w wystarczającą ilość tego specyfiku.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Polecam IronMan Super Offroad – można spędzić przy nim trochę czasu zapominając o bożym świecie. Nieustanna walka na torze, zdobywanie kasiory oraz tuningowanie naszej terenówki, proste sterowanie, wyzywający poziom trudności oraz doskonała grafika to na pewno duże plusy tej gry co znacząco wpłynie na waszą satysfakcję. Zabawa przez przynajmniej pół godziny gwarantowana.</p>
<div class="yt"><object width="480" height="390"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/0wnbiBfbE7s?fs=1&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/0wnbiBfbE7s?fs=1&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="390" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.retrostacja.org/recenzje/8-bit16-bit/doswin/ironman-super-offroad/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>233</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pix&#8217;N&#039;Love Rush</title>
		<link>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/pixnlove-rush/</link>
		<comments>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/pixnlove-rush/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 May 2011 17:26:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Burgund</dc:creator>
				<category><![CDATA[PlayStation]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.retrostacja.org/?p=525</guid>
		<description><![CDATA[Kawałek czasu popełniłem recenzję jednej z gier na PSP dla portalu PSP-Team.pl. Była to recenzja gry, która jest stylizowana na &#8222;staroszkolne&#8221; produkcje. Piksele wielkie jak słońce, retromuzyka itp. Sądzę, że recenzja świetnie pasuje do tematyki naszego blogu, więc publikuję ją także tutaj, abyście mogli się z nią zapoznać. Producenci gier nierzadko sięgają po broń zwaną [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<!-- wp-jquery-lightbox, a WordPress plugin by ulfben --> 
<p><a title="Pix'N'Love Rush" href="http://www.retrostacja.org/wp-content/uploads/2011/05/pixrush.jpg" rel="lightbox[525]"><img class="size-full wp-image-526 alignleft" style="margin: 5px;" title="pixrush" src="http://www.retrostacja.org/wp-content/uploads/2011/05/pixrush.jpg" alt="" width="200" height="150" /></a>Kawałek czasu popełniłem recenzję jednej z gier na PSP dla portalu PSP-Team.pl. Była to recenzja gry, która jest stylizowana na &#8222;staroszkolne&#8221; produkcje. Piksele wielkie jak słońce, retromuzyka itp. Sądzę, że recenzja świetnie pasuje do tematyki naszego blogu, więc publikuję ją także tutaj, abyście mogli się z nią zapoznać.</p>
<p><span id="more-525"></span></p>
<p style="text-indent: 20px;">Producenci gier nierzadko sięgają po broń zwaną nostalgią. Przygotowują nam tytuły, które w większym, bądź mniejszym stopniu nawiązują do klasyków branży, rozpalając w graczach sentyment. Ci najczęściej łykają przynętę bez zastanowienia, chcąc sobie przypomnieć stare, dobre czasy, w których to grafika nie była najważniejsza, a o sukcesie gry stanowiła unikatowa rozgrywka. Czasem powrót do korzeni był bardziej udany, innym razem dostawaliśmy marną gierkę, sprytnie zamaskowaną taką retro stylistyką. Pix&#8217;n'Love Rush to właśnie jedna z tych produkcji, które przyciągają uwagę nietypową jak na dzisiejsze czasy oprawą. Jednak pod skorupką nostalgii znajdujemy, o dziwo, bardzo przyjemną i wciągającą gierkę. Ale po kolei.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Zaraz po odpaleniu wita nas wspomniany już „retro klimat”. Na ekranie tytułowym pojawia się wesoły, merdający ogonem bohater gry (kotek, piesek? Ktoś wie co to jest?). Japę rozdziawia na pół długości swojego ciała. Ot, takie sympatyczne stworzonko. Postać zbudowana jest z kilku pikseli, wzorowanych na tych z wyświetlaczy LCD stosowanych w starych gierkach przenośnych i Tamagotchi. Zresztą bohater wygląda jakby ledwo co wyskoczył z takiej zabaweczki. W tle przygrywa nam sympatyczna melodyjka złożona z 8-mio bitowych tonów. Parę pisków i trzasków. Jest oldschoolowo, ale przejdźmy do zawartości gry.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Do wyboru mamy trzy podstawowe tryby rozgrywki: Classic Rush, Cursed Rush, On-Off Rush. Nie za wiele, ale i tak więcej niż u konkurencji, bowiem gra wcześniej pojawiła się na telefonach iPhone, gdzie posiadała tylko pierwszy z nich. Classic Rush, czyli główny tryb gry, ma dwie opcje. Pierwszą – w której gramy przez 5 minut, a naszym celem jest zdobycie jak największej ilości punktów. Druga opcja to Infinite Rush różniąca się tym, że nie posiada limitu czasowego.</p>
<div class="yt"><img class="alignnone" title="PixLove1" src="http://psp-team.pl/files/user1/Pixn_Love_Rush_2.png" alt="" width="480" height="272" /></p>
</div>
<p style="text-indent: 20px;">Odpalamy pierwszą i zaczynamy właściwą grę. Wyskakuje nasz mały bohater, którego znamy z menu głównego i już możemy podziwiać samą rozgrywkę. I ziuu! Ekran wypełnia się prostą planszą zbudowaną z kilku pixeli i w tle przygrywa prosta melodyjka. Przed nami esencja gry, czyli prosta platformówka. Taka, w której wystarczy tylko skakać i strzelać. Biegamy sobie po planszach, a naszym celem jest nabicie jak największej ilości punktów, które zdobywamy zbierając powszechnie występujące monety z symbolem plusa. Im więcej ich złapiemy, tym więcej punktów uzyskamy.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Zebranie określonej ilości żetonów owocuje zwiększeniem mnożnika punktacji, dzięki któremu możemy przyśpieszyć przyrost naszego wyniku. Ot cała filozofia, byle by uzyskać jak najwięcej punktów. Jednak, aby nie było tak różowo, oprócz żetonów z plusem mamy także z minusami, które musimy omijać. Zebranie takiego niesie za sobą niemal dramatyczne konsekwencje. Bohater obrywa, dostaje ujemne punkty i traci jeden stopień mnożnika. A jak złapiemy zbyt dużo minusów – koniec gry. Poza monetami spotykamy także przeciwników w postaci nietoperzy i aniołków. Żadnych nie możemy dotknąć, gdyż zaraz obrywamy zarówno po punktach zdrowia jak i po mnożniku. “Nietoperków” możemy się pozbyć strzelając, a właściwie plując, w ich stronę. Nasz bohater po naciśnięciu kwadratu, robi dziwny grymas i wypluwa w górę małą kulkę. Jeśli trafimy nią w przeciwnika – zabijamy go i zgarniamy punkty. Jeśli nie – to trzeba uważać, żeby samemu nie oberwać, gdyż nasz bohater strasznie tego nie lubi. Opluty przez samego siebie najzwyczajniej traci energię. Pewnie pluje cegłami albo czymś w ten deseń. Aniołków z kolei nie można opluć, gdyż mamy je chronić. I to w zasadzie wszystko. Proste zasady – prosta rozgrywka. Przynajmniej na początku.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Rozgrywka została podzielona na wspomniane już etapy, które to zbudowane są na kilku schematach. Na niektórych to monety poruszają się a plansza jest statyczna, innym razem cała plansza przesuwa się w górę, dół, bądź lewo lub prawo a monety są statyczne. My nie możemy opuścić obszaru ekranu, zbierając w międzyczasie jak najwięcej monet. Z czasem jest oczywiście coraz trudniej i szybciej. Plansze są coraz bardziej wymyślne i potrafią zaleźć za skórę. Gra bowiem nie należy do najprostszych. Mimo łatwej mechaniki jest wymagająca i często zmusza gracza do zapamiętania rozkładu danego poziomu.</p>
<div class="yt"><img class="alignnone" title="pix2" src="http://psp-team.pl/files/user1/Pixn_Love_Rush_3.png" alt="" width="480" height="272" /></div>
<p>Drugi tryb gry, czyli Cursed Mode to wariacja głównego trybu. Tutaj nie uświadczymy żetonów. a naszym zadaniem nie jest nabijanie punktów a najzwyklejsze pokonanie etapu. Poziomów jest kilka, a ich nazwy odpowiadają ich poziomowi trudności. Najłatwiejszy nosi nazwę „Hard”. Heh, spoko, poziom trudności iście motywujący. Kolejne to: „Harder”, „Hardcore”, aż do „Hardcorest”. Nie ma to jak dać graczom jasno do zrozumienia, z czym mają do czynienia. Cursed mode polega na ciągłym biegu. Nasz bohater skacząc nie może się zatrzymać i brnie przed siebie na złamanie karku. Wypadnięcie z trasy owocuje końcem gry i musimy zaczynać od początku. Poziom trudności ponownie zmusza gracza do dokładnego zapamiętania poziomu, dosłownie na blachę. Nasz postęp w przeskakiwaniu plansz jest zapisywany w postaci procentów i aby ukończyć wszystkie poziomy na 100% trzeba wiele cierpliwości i jeszcze więcej prób komentowanych epitetami.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Ostatni tryb, czyli On-Off Rush, jest jedyny w swoim rodzaju. Bohater biegnie przed siebie, a my jedynie możemy nim skakać. Naszym celem jest zbieranie słoneczek i księżyców. Te pierwsze możemy podnieść tylko wtedy, gdy na planszy panuje dzień. Z kolei księżyce zbieramy tylko w nocy. Przejście pomiędzy dniem a nocą ma miejsce, gdy dotkniemy odbijającego się klocka. Wtedy także stworek biegnie w drugą stronę. Dla tego trybu mamy dwie opcje. W Arcade Rush każdą planszę przebiegamy tylko raz. Jesteśmy też ograniczeni czasowo. Zbieramy jak najwięcej. W trybie Puzzle Rush mamy do przebiegnięcia 25 poziomów. W każdym musimy zebrać wszystkie słoneczka i księżyce. Mamy stały limit czasu i po prostu musimy się z etapami uporać jak najszybciej.</p>
<div class="yt"><img class="alignnone" title="pix3" src="http://psp-team.pl/files/user1/Pixn_Love_Rush_4.png" alt="" width="480" height="272" /></div>
<p>To w sumie wszystko, co oferuje Pix’n’Love Rush. Trybów jest akurat w sam raz i wystarczają one na dość długą zabawę. Co najważniejsze &#8211; nie nudzą się tak szybko. Sama gra jest banalnie prosta do opanowania. Praktycznie zero komplikacji. Jednak nie idzie to w parze z jej wymasterowaniem. Aby móc wyśrubować wysokie wyniki lub aby przebiec wszystkie etapy na 100% w Cursed Mode, trzeba naprawdę wiele cierpliwości i treningu. Kiedy już się uda nabić satysfakcjonujące wyniki, to radość jest ogromna, więc warto poświęcić tytułowi trochę więcej czasu.</p>
<p style="text-indent: 20px;">Sama produkcja, jak już zdążyliście zauważyć, jest przygotowana w stylu retro. Mimo to całość została wykonana z najwyższą starannością i cieszy oko. Jest ładnie i przyjemnie, a do tego dynamicznie i kolorowo. Podczas gry kolorystyka i “wystrój” zmieniają się tworząc swoiste motywy graficzne. W trybie Classic następuje ona w momencie, gdy zwiększa się mnożnik punktów. Motywów jest kilka i są one luźnym nawiązaniem do klasycznych hitów takich jak Moon Patrol, Castlevania czy Super Mario. W Cursed Mode mamy w tle planszy nawiązanie do klasycznego Ponga. Pojawiają się też subtelne motywy z innych gier. Po prostu jest na czym zawiesić oko. Niestety, linia melodyczna jest strasznie uboga i posiada zaledwie trzy utwory, z czego jeden to muzyka w menu. Udźwiękowienie jest sympatyczne i pasuje do całości, jednak po jakimś czasie ciągle ta sama, zapętlona w tle melodia potrafi zirytować.</p>
<div class="yt"><img class="alignnone" title="pix4" src="http://psp-team.pl/files/user1/Pixn_Love_Rush_5_0.png" alt="" width="480" height="272" /></div>
<p style="text-indent: 20px;">Podsumowując, Pix’n’Love Rush to miły ukłon w stronę kilku klasycznych gier wideo. Do tego wciągający gameplay i ogólne wykonanie sprawiają, że ciężko jest ten tytuł zostawić w spokoju. Łatwo się gra, miło spędza czas &#8211; Minis idealny. Na zakończenie dodam, że gra kosztuje w polskim PlayStation Store zaledwie 8 złotych, co za produkt o tak wysokiej jakości jest rozsądną ceną. Warto go mieć w swojej kolekcji i co jakiś czas odpalać choćby na chwilę, by świetnie się bawić.</p>
<div class="yt"><object width="560" height="349"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/xCSgPWT_6Zo?fs=1&amp;hl=pl_PL"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/xCSgPWT_6Zo?fs=1&amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="349" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.retrostacja.org/recenzje/konsole/playstation/pixnlove-rush/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>233</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

